Zasilacze KORAD, czyli nie tylko KA3005D
Artykuł powstał przy współpracy firmy i sklepu internetowego botland.pl, autoryzowanego dystrybutora wyrobów chińskiej firmy KORAD. Zasilacze KORAD oznaczone KA3005, w ostatnich latach nieprzypadkowo zdobyły ogromną popularność na całym świecie, a dziś dostępne są ich różne wersje, które warto poznać.
W pracowniach zaawansowanych hobbystów a także wielu profesjonalistów, najpopularniejsze są dziś zasilacze KORAD serii KA3005. Nieprzypadkowo! Naprawdę warto bliżej poznać tę rodzinę zasilaczy, ale nie tylko tę. Otóż założona w roku 2011 chińska firma Dongguan KORAD Technology Co., Ltd. produkuje sporo odmian zasilaczy regulowanych, w tym rodziny U200, KWR100, KKG, KD3000, KD3300, KA3300, czterokanałowe KC i potężne KS. Trzeba również wspomnieć, że KORAD produkuje też „odwrotność zasilaczy”, a mianowicie aktywne elektroniczne obciążenia o regulowanych parametrach – KEL100 oraz KEL2000.
Dlaczego akurat KORAD?
W Internecie można znaleźć nieprzeliczone mnóstwo ofert najróżniejszych zasilaczy, w większości oczywiście chińskich producentów. Mają one różną jakość. Zgodnie z ogólną zasadą, że „nie ma darmowych obiadów”, najczęściej niska cena oznacza też niską jakość, słabe, mocno naciągane parametry oraz kiepską trwałość. KORAD kilkanaście lat temu wszedł na rynek i oferuje przede wszystkim zasilacze KA3005. Wprawdzie nadal mają one pewne wady, ale usunięto „wady wieku dziecięcego”. Stosunek możliwości i właściwości do ceny współczesnych ulepszonych modeli jest naprawdę bardzo dobry.
Dlaczego jednak akurat KORAD KA3005, jeżeli podobne zasilacze można kupić o połowę taniej?
Dlatego, że to naprawdę przyzwoite zasilacze liniowe. Są już kilkanaście lat na rynku, zostały gruntownie przetestowane przez użytkowników, którzy wykryli rozmaite błędy i słabości. W kolejnych wersjach usuwano te wady i poprawiano właściwości. Właśnie te zasilacze są powszechnie uznawane za warte swojej ceny. Co ważne, są dużo tańsze od profesjonalnych zasilaczy renomowanych wytwórców. A nowe wersje (fotografia 1) mają właściwości i parametry, pozwalające na zaliczenie ich do zasilaczy laboratoryjnych.
Klasyczne liniowe czy impulsowe?
Ale najpierw ważne przypomnienie: dziś dominują zasilacze i ładowarki impulsowe. Dostępne są też impulsowe zasilacze, zupełnie niesłusznie nazywane laboratoryjnymi. Przykład (z oferty KORAD) na fotografii 2. Są atrakcyjne z wyglądu, lekkie i tanie, natomiast mają istotne wady: jako zasilacze impulsowe wytwarzają zakłócenia radiowe i „przewodowe”, a napięcie wyjściowe nie jest „gładkie”, tylko „zaśmiecone” zakłóceniami i szumami.
Owszem, w niektórych zastosowaniach nie ma to znaczenia, ale w pracowni elektronika często potrzebne jest „czyste” źródło zasilania. „Najczystsze” są akumulatory i baterie, ale „czyste” napięcie dają też zasilacze liniowe, które nie zawierają przetwornicy impulsowej, tylko klasyczny, ciężki transformator sieciowy.
Właśnie dlatego w laboratoriach oraz w pracowniach zaawansowanych i świadomych elektroników nadal dominują klasyczne, ciężkie zasilacze z klasycznym transformatorem sieciowym. Wśród nich przede wszystkim chińskie zasilacze KORAD rodziny KA3005, czyli o napięciu regulowanym w zakresie 0…30 V i maksymalnym prądzie nastawianym w zakresie 0…5 A. Zdecydowanie mniej popularne są wersje mniejsza: KA3003 (30 V, 3 A) oraz większe KA3010 czy KA6005. KORAD produkuje też podobne, nieco lepsze zasilacze KKG, w szczególności KKG305D oraz KKG6005P.
Nie wchodząc w szczegóły: zasilacze impulsowe są dużo lżejsze od liniowych. Zgrubna reguła jest taka: zasilacz liniowy KA3005 (30 V, 5 A) z klasycznym transformatorem ma masę co najmniej 4 kilogramów, natomiast impulsowe, „wielkości” 3005, mają masę co najwyżej 2 kilogramów, często około 1 kg.
Podstawowe właściwości zasilaczy KORAD
Dla tych, którzy jeszcze nie znają nowych zasilaczy KORAD KA3005, oraz KKG305 (fotografia 1) przedstawię ich ogólne cechy.
Otóż mają one jedno pokrętło – nie jest to potencjometr, tylko enkoder cyfrowy. Pozwala on nastawić zarówno napięcie, jak i prąd maksymalny, a potem odczytywać ich wartości podczas pracy. Trzy wyświetlacze pokazują napięcie, prąd oraz moc pobieraną z zasilacza.
Gdy włączymy przyrząd za pomocą przycisku POWER, wskaźniki pokazują nastawione wartości napięcia i prądu maksymalnego (zapamiętane w chwili ostatniego wyłączenia zasilania), ale na wyjściu nie ma napięcia i wyświetlony jest napis OFF – fotografia 1.
Później napięcie wyjściowe włącza i wyłącza w sposób elektroniczny klawisz ON/OFF.
I to jest typowe dla wszystkich dobrych zasilaczy tego typu! Otóż po włączeniu na zaciskach nie ma jeszcze napięcia, bo najpierw sprawdzamy lub ustawiamy potrzebne wartości napięcia i prądu maksymalnego, a potem naciskamy przycisk ON/OFF i dopiero wtedy zasilamy dołączony układ.
Zaświeca się wtedy lampka ON oraz jedna z kontrolek, zwykle CV – fotografia 3.
(…)
——– ciach! ——–
To jest tylko fragment artykułu, którego pełna wersja ukazała się w marcowym numerze czasopisma Zrozumieć Elektronikę (ZE 3/2026). Czasopismo aktualnie nie ma wersji drukowanej na papierze. Wydawane jest w postaci elektronicznej (plików PDF). Pełną wersję czasopisma znajdziesz na moim profilu Patronite, gdzie dostępna jest dla Patronów, którzy wspierają mnie kwotą co najmniej 15 zł miesięcznie. Natomiast niepełna, okrojona wersja, pozwalająca zapoznać się z zawartością numeru ZE 3/2026 znajduje się tutaj.
Piotr Górecki
Uwaga! Wskazówki, jak nabyć pełne wersje dowolnych numerów ZE znajdują się na stronie:
https://piotr-gorecki.pl/n11.


