Jaki kupić dobry niedrogi zasilacz dla elektronika?
W tej rubryce przedstawiane są odpowiedzi na wybrane pytania dotyczące elektroniki, zawarte w komentarzach do postów i filmów, nadsyłane przez Patronów i Mecenasów oraz innych Czytelników za pomocą kanałów podanych na stronie: Zapytaj, odpowiedz.
(…) wykorzystuję kilka zasilaczy. (…) często to męka (…) W Pana filmie widzę zalety zasilacza laboratoryjnego. Czy mógłby Pan doradzić, jaki kupić zasilacz laboratoryjny dla elektronika i opisać obsługę? Nie musi być najtańszy. (…) żeby miał naprawdę dobre parametry i był wygodny w obsłudze.
TLDR (too long; didn’t read), czyli najkrócej dla każdego, kto chce szybko kupić, a nie czytać uzasadnienia: kup najlepszy, na jaki Cię stać! Koniecznie z klasycznym transformatorem i stabilizatorem liniowym, a więc zasilacz ciężki. Wprawdzie najwięcej pieniędzy należy przeznaczyć na jak najlepszy oscyloskop, ale dobry uniwersalny zasilacz też jest ważny. Z doświadczenia wiem, że dobry stosunek możliwości do ceny mają nowe wersje zasilaczy KORAD: KA3005DS, KA3005PS oraz KKG305D i KKG305P. NIE KUPUJ starych wersji KA3005D ani KA3005P. Zasilaczom KORAD poświęcony jest cały artykuł, a tutaj dla zainteresowanych cztery „dobre” linki do sklepu autoryzowanego dystrybutora:
KA3005DS
KKG305D
KA3005PS
KKG305P
A bardziej obszerna oferta KORAD jest na tej stronie.
A teraz szersza odpowiedź. Autor tej prośby zajmuje się elektroniką hobbystycznie i do tej pory nie korzystał z zasilacza laboratoryjnego. W e-mailu nie było informacji jaki jest akceptowalny górny próg cenowy oraz jak rozumieć „naprawdę dobre parametry”? Bo zasilacze nazywane laboratoryjnymi można kupić w cenach od nieco ponad 100 złotych do kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Kluczowe, naprawdę ważne pytanie jest następujące: czy naprawdę musi to być wysokiej klasy, kosztowny zasilacz laboratoryjny,
czy może wystarczy przyzwoity zasilacz warsztatowy? Określenie „zasilacz laboratoryjny” jest bowiem mocno nadużywane! Szersze rozważania na ten temat przedstawiam w artykule oznaczonym M080.
Zdecydowanej większości hobbystów wcale nie jest potrzebny prawdziwy zasilacz laboratoryjny z mnóstwem opcji i możliwości współpracy z komputerem. Zdecydowanej większości elektroników wystarczy zasilacz warsztatowy o sensownych parametrach, który nie ma zaawansowanych funkcji ani możliwości współpracy z komputerem.
Ogólna reguła jest prosta: czym droższy zasilacz i czym lepszy producent, tym lepsze są parametry. Ale „naprawdę dobre”, najbardziej potężne zasilacze laboratoryjne kosztują kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Przykłady pokazane są na rysunku 1. To jest najwyższa półka. Tańsze prawdziwe zasilacze laboratoryjne kosztują kilka tysięcy złotych, niektóre w granicach 1000…3000 zł, czyli w zasięgu wielu hobbystów. Ceny tańszych, prawdziwych zasilaczy laboratoryjnych wcale nie są szokujące, tym bardziej, jeśli zwykle chodzi o zasilacze dwu- i trzykanałowe – bo przecież wiadomo, że w pracowni elektronika pojedynczy zasilacz nie wystarczy.
Jednak pytanie Czytelnika dotyczy nie tyle prawdziwego laboratorium, co raczej pracowni hobbysty elektronika. Jeżeli ktoś zajmuje się wyłącznie techniką cyfrową, nie potrzebuje zasilacza laboratoryjnego i prawdopodobnie wystarczy mu jakikolwiek zasilacz dający napięcia w zakresie 1…5 V, a może nawet 3…5 woltów. Natomiast każdy prawdziwy elektronik powinien mieć w pracowni uniwersalny zasilacz z klasycznym transformatorem i stabilizatorem liniowym, a nie zasilacz impulsowy.
Dlaczego zasilacz liniowy a nie impulsowy?
Ogólnie biorąc cieszymy się, że dziś zasilacze i ładowarki dużej mocy mają nieduże rozmiary i zaskakująco małą masę – są to bowiem zasilacze impulsowe. Ale nie jest tak w przypadku zasilaczy laboratoryjnych, ani nawet lepszych warsztatowych, przeznaczonych do pracowni elektronika. Wtedy fakt, że zasilacz jest impulsowy (a dzięki temu lekki), wcale nie jest zaletą, tylko poważną wadą! Głównie z uwagi na rozmaite zakłócenia oraz słabe właściwości dynamiczne. Najprościej biorąc, zasilacze liniowe „nie śmiecą”, natomiast zasilacze impulsowe wytwarzają różne zakłócenia i dają na wyjściu „zaśmiecone napięcie”. Obszerniejsze uzasadnienie, dlaczego powinien to być zasilacz liniowy z klasycznym transformatorem, a nie na pozór lepszy, lżejszy i tańszy zasilacz impulsowy, stopniowo przedstawiam w innych artykułach serii zaczynającej się od artykułu M080 – rysunek 2.
A teraz, nie wchodząc w szczegóły: do roli głównego zasilacza w pracowni elektronika zdecydowanie polecam ciężkie zasilacze analogowe z klasycznymi transformatorami sieciowymi!
Zwłaszcza, jeśli ten elektronik zajmuje się jakimikolwiek układami analogowymi, choćby audio lub pomiarowymi, a nie tylko techniką cyfrową.
Zasilacz liniowy poznajemy po jego ciężarze – masie. Liniowy, klasyczny zasilacz „wielkości” 3005 (30 V, 5 A) ma masę 4 kilogramów lub więcej. Zasilacz impulsowy „wielkości” 3005 ma masę poniżej 2 kilogramów.
Niedrogi prawdziwy zasilacz laboratoryjny
Jeżeli ktoś dysponuje odpowiednim budżetem, niech rozważy zakup prawdziwego zasilacza laboratoryjnego. Oferta jest szeroka, ja niedawno testowałem trzykanałowy Rigol DP832A, zaprezentowany na fotografii 3.
——– ciach! ——–
To jest tylko fragment artykułu, którego pełna wersja ukazała się w styczniowym numerze czasopisma Zrozumieć Elektronikę (ZE 1/2026). Czasopismo aktualnie nie ma wersji drukowanej na papierze. Wydawane jest w postaci elektronicznej (plików PDF). Pełną wersję czasopisma znajdziesz na moim profilu Patronite, gdzie dostępna jest dla Patronów, którzy wspierają mnie kwotą co najmniej 15 zł miesięcznie. Natomiast niepełna, okrojona wersja, pozwalająca zapoznać się z zawartością numeru ZE 1/2026 znajduje się tutaj.
Piotr Górecki
Uwaga! Wskazówki, jak nabyć pełne wersje dowolnych numerów ZE znajdują się na stronie:
https://piotr-gorecki.pl/n11.


