Dopasowanie energetyczne. Czy w ogóle jest potrzebne?
W poprzednim artykule serii omówiłem teoretyczny aspekt szerokiej kwestii dopasowania energetycznego, czyli dopasowania mocy. Z dopasowaniem energetycznym najczęściej mamy do czynienia w układach wysokiej częstotliwości. W poniższym artykule przedstawię zarys tego obszernego zagadnienia.
W poprzednim artykule pokazałem dobitne przykłady akumulatora i wzmacniacza mocy audio, gdzie absolutnie nie chcemy mieć dopasowania energetycznego. Tam, żeby nie zmniejszać napięcia, dużo korzystniejsza jest praca przy oporności obciążenia RL dużo większej, niż rezystancja wewnętrzna źródła energii RW.
Z dopasowaniem energetycznym często, a właściwie powszechnie mamy do czynienia w układach wysokiej częstotliwości. Dlaczego? Otóż zagadnienie ma kilka niełatwych aspektów, które przedstawię, a raczej tylko zasygnalizuję teraz w sposób jak najprostszy. Dopiero potem zajmę się dopasowaniem szumowym.
Dopasowanie energetyczne w układach w.cz.?
Wielu osobom wydaje się, że w układach wysokiej częstotliwości najważniejszą kwestią jest unikanie odbić i że to bezwzględnie wymaga dopasowania falowego, czyli równości rezystancji falowej kabla i rezystancji dopasowujących z jego dwóch stron.
Wielu osobom wydaje się, że w układach w.cz. omawiane teraz dopasowanie energetyczne jest niejako efektem ubocznym, wynikającym tylko z konieczności dopasowania falowego. Efektem ubocznym, ale nieuniknionym. Nieuniknionym, ale niepożądanym, bo jak pokazałem w poprzednim artykule serii, przy dopasowaniu energetycznym marnujemy połowę mocy w rezystancji wewnętrznej źródła.
Takie są częste wyobrażenia. Otóż są to wyobrażenia niepełne, zbyt uproszczone i w pewnych sytuacjach nieprawdziwe.
Sytuacja w układach w.cz. jest podwójnie, a nawet potrójnie skomplikowana. Jak już wcześniej pisałem, dopasowanie falowe jest wymagane tylko w przypadku wykorzystywania linii długich – kabli. Jeśli takich długich kabli nie ma, to nawet w układach w.cz. dopasowanie falowe nie jest wymagane.
Tak! Dopasowanie falowe nie jest niezbędne jeśli przesyłamy sygnał na „małe” odległości, gdy możemy zaniedbać opóźnienia i odbicia. I tu ważne pytanie: czy wtedy potrzebne lub pożądane jest dopasowanie energetyczne bez dopasowania falowego?
Odpowiedź brzmi: To zależy.
W grę wchodzą bowiem dwa niełatwe do zrozumienia aspekty. Jeden dotyczy mocy maksymalnej – omawiam go już w następnym śródtytule. Drugi aspekt dotyczy szumów i jego zarys przedstawię w następnym artykule tej serii.
Dopasowanie energetyczne i „wydajność źródła”
W poprzednim artykule pisałem, że w elektronice bardzo często jak ognia unikamy pracy w warunkach dopasowania energetycznego. Przykładem jest akumulator, dla którego dłuższa praca w warunkach dopasowania energetycznego oznaczałaby katastrofę. Dlaczego więc w szkole i na studiach tak dużo mówi się o dopasowaniu energetycznym?
Otóż w układach wysokiej częstotliwości – radiowych – sytuacja jest zupełnie inna, niż w przypadku akumulatorów. Akumulatory dysponują dużą ilością energii, są źródłami napięciowymi, a nie prądowymi i prawie zawsze pracują przy rezystancji obciążenia wielokrotnie większej, niż ich rezystancja wewnętrzna, między innymi dlatego, że nie zmniejsza to znacząco napięcia na zaciskach akumulatora i polepsza sprawność energetyczną, bo nie ma dużych strat w rezystancji wewnętrznej RW.
Z wyjątkiem krótkich chwil pracy rozrusznika samochodowego, wcale nie zależy nam na tym, żeby z akumulatora pobierać maksymalną moc. Wprost przeciwnie – z różnych względów wcale tego nie chcemy, także dlatego, żeby tego akumulatora zbyt szybko nie rozładować. Podobnie jest przy przebiegach zmiennych w systemach audio, przede wszystkim we wzmacniaczach mocy – rysunek 1. Zależy nam, by nie tłumić, nie zmniejszać napięcia.
Zupełnie inaczej jest w układach i obwodach radiowych. W szczególności w przypadku anten i wzmacniaczy wysokiej częstotliwości, ale to jest dla wielu trudne do zrozumienia. Zacznijmy w sposób chyba najprostszy – od anten odbiorczych.
Dopasowanie energetyczne anten
Fale elektromagnetyczne, czyli specyficznie połączone zmiany pola elektrycznego i pola magnetycznego, rozchodzące się w przestrzeni niosą energię. Antena odbiorcza niejako zbiera energię tych fal elektromagnetycznych.
Z punktu widzenia użytkownika, antena odbiorcza niewątpliwie staje się źródłem energii elektrycznej (prądu i napięcia), ale źródłem bardzo słabym, bo energia fal radiowych z dala od nadajnika jest znikoma. Najprościej biorąc, antena odbiorcza staje się „bateryjką”, „bateryjką napięcia i prądu zmiennego wysokiej częstotliwości” (dla uproszczenia pomijam wyobrażenie anteny jako źródła prądowego).
Antena odbiorcza potraktowana jako „bateryjka” czy też jako źródło napięciowe ma oczywiście jakąś rezystancję wewnętrzną i indukuje się w niej jakieś niewielkie napięcie wysokiej częstotliwości. Jak wskazuje rysunek 2, antenę, podobnie jak baterię, możemy traktować jako źródło energii elektrycznej o jakimś napięciu UANT i o jakiejś rezystancji wewnętrznej RW, przy czym ta rezystancja RW nie zależy od siły fal radiowych, tylko od konstrukcji anteny i wynika z kilku czynników.
(…)
——– ciach! ——–
To jest tylko fragment artykułu, którego pełna wersja ukazała się w kwietniowym numerze czasopisma Zrozumieć Elektronikę (ZE 4/2026). Czasopismo aktualnie nie ma wersji drukowanej na papierze. Wydawane jest w postaci elektronicznej (plików PDF). Pełną wersję czasopisma znajdziesz na moim profilu Patronite, gdzie dostępna jest dla Patronów, którzy wspierają mnie kwotą co najmniej 15 zł miesięcznie. Natomiast niepełna, okrojona wersja, pozwalająca zapoznać się z zawartością numeru ZE 4/2026 znajduje się tutaj.
Piotr Górecki
Uwaga! Wskazówki, jak nabyć pełne wersje dowolnych numerów ZE znajdują się na stronie:
https://piotr-gorecki.pl/n11.


